9/15/2010

odświeżanie :D szkoła :)

Sobota.
Kupiłam telefon, buty do biegania na Cross Country i się nudziłam. Nice!

Niedziela.
Pojechałyśmy jak zwykle na zakupy – Andrea, Bekah i ja – jak zwykle dość powolne i nudne, ale czego się spodziewać ;P Bekah szukała sukienek na homecoming, a ja, jako że nie jestem przyzwyczajona do zakupów z mamą, to nie robiłam zakupów z Andrea. Bekah przymierzyła pełno sukienek i wszystki były za małe i starałam się jej to delikatnie powiedzieć, ale nie wiem czy to przyjęła do wiadomości. Zobaczymy ;P  Wieczorem się nudziłam i musiałam pogadać z wymienniczką ;P (pozdro Agnieszka J )

Poniedziałek.
Miało być BBQ. Hmm nastawiłam się na mnóstwo pysznego żarełka. Co mnie zastało? Żylaste żeberka, gdzie czuć było tylko przyprawy itp., dobra fasola, która miała być ostra, ale chyba się już przyzwyczaiłam do pikantnego jedzenia (ojj tak, moja rodzina je pikantne rzeczy :D:D) i kukurydza. Popularne są tu ciasta – crisps, czyli kruchy spód (mało), dużo berries i na górze (tylko na środku O.o) kruszonka. Jadałam lepsze.
Ale jest coś, co smak ma prze. Prawdopodobnie najbardziej amerykańskie, co mogłoby być: s’mores! Yummy! Są to podgrzane Marshmallows (takie, żeby w środku się rozpływały i były trochę opieczone z zewnątrz), położone na czekoladzie i przygniecione z obu stron graham crackers, czyli czymś jak herbatnikiem. Naprawdę pyszne! :D

Wtorek.
Cross Country o 8 rano! Jak było? Super! Wprawdzie ja po prostu suck, ale co tam ;P najpierw 2 warm up laps, potem rozgrzewka, one more warm up lap, podział na 2 grupy i 8 laps :D byłam w drugiej, gorszej grupie i przebiegłam tylko 6 okrążeń w baaaaaaaaardzo wolnym tempie. Ale wszyscy mówili: „Good job!”, „Nice job” i Ms. Woodard (coach) była baaaaaaaaaaaardzo miła – powiedziała, że jak na pierwszy raz dobrze sobie dałam radę i było ok. No to skoro tak mówi J I ciągle mówiła do mnie honey lub sweetheart etc. ;P miło było :D
Potem miałam iść ustalić plan, ale nie było Ms. Stevens – mojego counselora :<
Wieczorem znów pojechałyśmy na zakupy – tym razem Andrea coś tam sobie kupiła, a ja tylko żałowałam, że akurat teraz nie wzięłam portfela, bo były ciuchy (o dziwo, fajne:D) za $2 :<

Środa.
Rano humor do dupy, tęsknota za tańcem, potem bolące kolano na Cross Country. Ale i tak było super na treningu, pobiegliśmy 4 mile w terenie, byłam ostatnia, ale nie sama :D

Czwartek
Pierwszy dzień szkoły. Zrezygnowałam z CC, bo kolano nie dało rady :< (a ja bym dała! ;()

Plan lekcji:
-Calculus Advanced Placement (najtrudniejsza klasa w szkole… ;P). Mr. Neary jest śmieszny, dużo gada, mało uczy ;P, o testach i quizach nic nie wiem, bo chyba nawet nie mówił ;P

-Zoology – nice nice nice. Mam 2 czy 3 fajnych kolesi, więc się nie nudze na lekcji, tematy też na pewno będą ciekawe, na razie niemamy z nasza naucz. Bo jest na macierzyńskim

-brakowało mi 3rd period, więc udałam się do Counseling office, posiedziałam godzinęi ustaliłam ze muszę mieć US History (CIEE wymaga)

-Spanish I – na razie prosto, potem będzie trudniej, bo nauczycielka wymagająca (Ms. Kothenbeutel – niemiecka, ale nawet swojego nazwiska nie potrafi  przeczytać. Jak byscie je przeczytali?)
Lunch – ee… jadłam z dziewczyną z Cross Country, ale kiedyś będzie trzeba się do kogoś dosiąść

-Sports Medicine – dziś nie mieliśmy z nasza Ms. Carrol, tylko jakieś zastępstwo i graliśmy w różne gry, ludzie wydają się być fajni, mamy Blake Lively w grupie ;)

-Modern Literature/Composition – jedna z najlepszych klas. Mr. A. jest prze fajny, zaczęłam aż żałować, że to tylko pół roczna klasa. Aha, no i mamy w grupie tego tamtego z Gossip Girl, Penn’a jakiegoś ;P tego co gra tą ciotę ;P
Potem zrezygnowałam z CC i wróciłam po jakimś czasie do domu.

Aha, i autobus nie jest taki fajny jak się może wydawać ;P ludzie sa dziwni, głównie młodsi, nie będzie rewelacji. I jest taka jedna dziewczyna, Ashley, blond-czarne włosy do pasa, dość gruba, tona makijażu, dziwna fryzura (tego dnia), zero wyczucia stylu i do mnie z pyskiem: „Who are you?”, ale na szczęście nie musiałam do niej otwierać gęby, bo Bekah wytłumaczyła ;P nice;P generalnie w Polsce uznałabym ją za najgorszego pustaka, i tu też tak uważam ;P

Piątek
Echh nie chce mi się uzupełniać co się działo ;P z większych rzeczy:

-na Us History jestem z wymiencem z Japonii, aż do pon. z nim nie gadałam (bo piszę to w pon;D żeby nie było wątpliwości;P)

-Assembly – woooooooooowwwwwwwwwwwww!!!!!!!!!!!!!!! Ci ludzie tu są tacy spirited!!!!!!!!!!! Piątek to spirit day, więc pełno było ludzi w czarno-pomarańczowych ciuchach. Na Assembly wszyscy krzyczeli, ee śpiewali (tak, tak, „Don’t stop believing”! J ), trochę jak na stadionie ;P super było, bardzo mi się podobało. 
Byłam tam z Mattem, przyjacielem Bekhi, niestety mu się podobam, ale na szczęście się mną zaopiekował ;P siedziałam w sekcji Sophomore, następnym razem idę do Seniors, bo kogoś na pewno poznam do tego czasu, a jak nie to i tak idę ;P

-jestem głucha. Nigdy nie słysze co ludzie do mnie mówią. Rozumiem praktycznie wszystko, ale nic nie słyszę. I oni tak cicho mówią :< szczególnie na korytarzu :<

-Na sports medicine mamy 90 h practicum, więc mecze itd.! Super, nie mogę się doczekać. A najlepsze jest to, że możemy zrobić więcej niż 90 hJJ a one szybko pójda, bo liczy się cały czas od kiedy się przyjdzie do kiedy się wyjdzie, nie tylko mecz.

-po szkole pojechaliśmy do Cabin mojej rodziny, do Wschodniego Wasz., ok. 2 h drogi

Sobota, niedziela
Obejrzeliśmy góry, ładnie było, ale wolę morze. Wieczorem się nudziłam, obejrzałam film, w niedzielę się nudziłam jeszcze bardziej, obejrzeliśmy 2 filmy, po południu wróciliśmy. Niestety, myślałam że graf z klasyfikacją 20 róznych zwierzątek jest na poniedziałek, więc się trochę z nim pomęczyłam.

Poniedziałek
-zoology będzie prze przedmiotem, przez takiego chłopaka, który jest nikim innym jak klasowym klaunem ;P nice:D:D

- na English wypadło mi miejsce (bo ławki zmieniły ustawienie) naprzeciwko boja zwanego Alexem (mamy chyba 4 czy 5 w grupie ;P) i jakiegoś nienormalnego, o dziwo też Alexa. Normalny wydaje się być spoko, nienormalny –bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!!

-na sports med. Zapisałam się na piątkową football game, razem z Ashley – dziewczyną, która gra w ksoza, ma 15 lat i wcale na tyle nie wygląda. I zgadnijcie jak ma na nazwisko. Alexander :D:D no jakże by inaczej ;P

-lunch spędziłam jako outsider. No cóż, tak wypadło, ale dlatego byłam bardzo wkurzona

-ach, no i byłam w sukience i milion ludzi mi mówiło, że albo wyglądam cute albo że lubią moja sukienkę/kurtkę ;P nice;P

Ach, no i czekanie na autobus po szkole trochę nudne na razie… Dziś na szczęście gadałam z dziewczyną ze sports med. i jej koleżankami, więc żyłam jakoś ;P

Wtorek
Pomyliłam się, dziś piszę notkę, nie w poniedziałek (gdzieś tam wspomniałam ;P). Wieccc:
-Calculus i English mam z jendym chłopakiem, siedzi obok mnie na Calc., więc musze zagadać

-Sports med. i English też mam z jednym chłopakiem (nie zgadniecie jak się nazywa! ALEX! :D:D), gra w football (ee tak się mówi? W każdym razie he plays football)

-ehm Zoology :D cóż, wczoraj nie pokazałam mojego cladogram, więc przepisałam go na ładniej i pokazałam dzisiaj. Zastępcowy nauczyciel powiedział: „Hmmm it looks quite perfect to me”. No to cóż, cieszę się. A kolega klasowy klaun na to: „Whaaaat?!?! Did you do it???? High five!! Do you wanna help me?? And him?” (Him, to był jego kolega obok ;P). Więc przez resztę lekcji się chillowałam, jak to ujął klasowy klaun (dobra, jego imię to Cole ;P). I pochwalił się, że ma T Rexa w swoim cladogramie ;P

-lunch zjadłam z dziewczynką (tak, tak, jest w 10 klasie i wygląda na 10 klasę ;P) ze Spanish, Bell. Spotkałyśmy się przed drzwiami przed pierwszymi zajęciami i siedzę przed nią.

-sports medicine – zmieniłam miejsce, siedzę teraz z Blake Lively (Liz), bo wcześniej siedziałam obok takiego wkur. Camerona, ale i tak nas Ms. Carrol poprzesadzała, ale nadal siedzę z Liz, tylko że ona pewnie drop this class, bo bierze human anatomy online z college’u :O więc zostanę z dwoma dziewczynami jakimiś. Niestety, ale nie udało mi się siąść przy najlepszym stole :< może się coś po semestrze pozmienia, choć wątpię.

-English. Hahahahahahahahahahhaahahahhahahaah szczerze? Dawno się tak nie uśmiałam. Po prostu sikałam ze śmiechu z tego nienoramalnego, przepraszam, ale to było naprawdę śmieszne. I gadałam sobie z Alexem, siadł na moim miejscu, więc najpierw siadłam obok tego nienormalnego, ale potem przemyślałam, że lepiej będzie jak będę siedziała naprzeciwko, bo przynajmniej nie będę tak lbisko, a patrzeć przecież nie muszę ;P i on się spytał czemu się przesiadłam, a ja mogłam wykorzystać to, co powiedział Mr. A. (gdy siedzimy obok jakiejś osoby, to łatwiej jest ją zignorować, bo żeby pogadać trzeba się obrócić ;P) i stwierdziłam, że teraz nie musze patrzeć na Alexa i mogę go ignorować, a on na szczęście się ze mną zgodził ;P generalnie, to naprawdę sikałam ze śmiechu. No dobra, może nie naprawdę, ale płakałam ;P

Potem czekałam na autobus i obok mnie stała grupka biało-skośnooko-hinduska :D i jeden z nich (tak tak sami boje) zapytal czy jestem exchange  student, rozmowa się rozwinęła i było spoko  J JEDEN Z NICH NAWET POWIEDZIAŁ DRUGIEMU, ŻE POLSKA LEŻY KOŁO NIEMIEC! Yay! :D:D Aha, no i ten Drew (ten z Gossip G.) wiedział, że od Poland jest przymiotnik Polish :D nice;P bo zazwyczaj jest tylko: cool, nice, awesome.


A teraz z głupot Amerykanów. Na hiszpańskim:
-czy imiona piszemy dużą literą? (to a propos dni małą literą)
-zdjęcie księżnej Diany. Naucz pyta czy wszyscy wiedzą kto to, parę osób się zgłosiło… O.o szok :D
I Amerykanie jak siadają w ławce, to nie zdejmują plecaka z pleców O.o
I szczerze? Segregatory trochę suck. Dziś był pierwszy dzień, kiedy miałam plecak mniej więcej takiej samej wagi jak torbę do szkoły w Pol.
Pozdro pozdro!!!!!!!!!!!!:)JJ jeśli ktoś to czyta;P

Kiedyś byliśmy w Seattle, nie wiem czy pisałam

Dobra, chciałam wstawić zdjęcia, al emi się oczywiście nie udało ;P wstawię wieczorem lub nigdy :D

4 komentarze:

Karolina pisze...

Olga! Nawet nie wyobrazasz sobie, jak ja Ci zazdroszcze! :)ogolnie to szybko sie zamerykanizowalas :p to assembly to jakis kosciol, bo do tej pory kojarzylam to slowo z balami w dumie i uprzedzeniu :)a nazwisko Kothenbeutel czyta sie oczywiscie mniej wiecej kotenbojtel :) a i powiem p. Karasinskiej, ze teraz jestes takim sport typem :)

Anonimowy pisze...

Olga Olga ! Ej znalazłem Twój blog :P nie oddałem Ci Twoich baletów, nie było okazji, nie sądziłem, że tak nagle wyjedziesz :p Znajdź tam sobie szybko jakieś fajne Dance Crew, chcę Cię widzieć w Step Up'ie kolejnym:P i w ogóle to wiesz, pokaż im tam wszystkim skąd jesteś :p
Buźka ;*

Antek

Anonimowy pisze...

no Oldzi jesteś hamerykańska bardzo, bardzo :* tyl ćwiczysz tam, że chyba wrócisz przypakowana nieziemsko ;P
Ula

Pensacola, FL pisze...

Lunch - najgorszy czas żeby znaleźć kogoś haha ! Raz siedziałam sama, ale 1 dnia ludzie z mojego English zaproponowali żebym z nimi usiadła to teraz się nie pytam tylko siadam xD Hej u mnie zdejemują plecaki jak siadają, ale za to nikt nie używa chusteczek higienicznych! Wszyscy perfidnie, obleśnie ... połykają! ble! hahah

Free Hit Counter