6/06/2011

1! :)))))

Tak, tak, tak, tak, tak, wreszcie znam kogoś, kto wiedział, gdzie jest Polska przed poznaniem mnie!!! :):):) Bardzo mnie to ucieszyło :D:D

Ostatni tydzień był dosyć.. interesujący. Lunche dzielone między jedną koleżanką i chłopakami a normalnym "lunch table" , bo wielka tam kłotnia.. Niestety i ja zostałam w nią trochę wplątana, tylko że mnie to wali hah. W każdym razie te dziewczyny, które się pokłóciły z tą jedną powiedziały mi co ona zrobiła. Poweidziała, że uprawiała seks  z jakimś tam chłopakiem, kiedy tak naprwdę tego nie zrobiła i jescze powiedziąła, że była w ciąży. I ponoć powiedziała tak swoim "przyjaciółkom". I dlatego one się pokłóciły, wyzywały się od kurew, suk itp. :D fajnie mają. I jedna kolezanka powiediząła mi, że jeśli tamta ją przeprosiła, to ona by nie miała problemu. No i normalnie byłam podczas lunchu z tamta dziewczyną, a na nastepny dzień ta mi mówi, że co ja jej powiedziałam, bo ona napisała do niej i przepraszała. Pfff serio, nie mam życia dlatego się tak interesuję ich problemami. Masakra. Generalnie to było tak:
1: Olga, powiedziałaś coś M. o tym, ze powinna mnie przeprosic?
Ja: nie... czemu?
1: bo wczoraj do mnie napisala i chciala pogadac itd
Ja: nie no, nic nie mowilam, po co mialabym mowic?
2: Oo, co za zbieg okoliczności, że w ten sam dzień, kiedy my ci powiedziałysmy o niej, to ona napisała.
Serio, popłakałam się prawie, bo co mnie to obchodzi kurde. I jeszcze ta pierwsza dziewczyna się cos mnie zapytała i miałam łzy w oczach, a ona na to "co sie stało blah blah blah, powidziałam cos". Achhh, ta druga to w ogóle nie myśli, jest tak głupia, że aż mi jej szkoda...
a i potem ta pierwsza mi gadała, że kiedyś była na imprezie i ktośtam jej powiedział, że uważają ją za suke, no ale nie chciałam potwierdzić. Jest sarkastyczna cały czas, ale to jest troche nudne ;P i kiedys tam cos mi powiedziala i mi się smutno zrobiło (:D) i powiedzialam jej to ostatnio i miala status na facebooku: "I feel really bad for anyone that takes me seriously at all." -ale miło. whatever, już z nimi czasu nie spędzam to co mi tam ;P i jeszcze ciągle mówią "olga, we have to have one more girls' night before you leave!". A wsadźcie sobie wasze girls night w dupe ;P


Ach, generalnie to rada dla przyszłych exchange studentów dziewczyn: NIE kumplujcie sie z dziewczynami. Tylko i wyłącznie chłopaki, nawet jeśli zawsze się przyjaźniłyście z dziewczynami. Polki ≠ Amerykanki. Amerykanie > Polacy ;P tylko pod pewnymi względami ;P tłumaczenie im, że powinni otwierać drzwi dla dziewczyn jest bez sensu :D:D

w piątek nic sobie nie robiłam, załatwiałam studia. w sobotę pojechałam z rodziną do Seattle, wreszcie do Space Needle! :) Ale nie było tak super ;P Wreszcie była ładna pogoda (we wtorek już ma padac ;P), pochodziliśmy trochę (ale większość jeżdżenia), więc spoko. Wieczorem poszłam sobie do kolegi, jego tata poluje i miał peeeeeełno skór i czaszek i w ogóle wszystkiego i smutno :( i węża też miał :( trochę strasznie hihi ;P Dziś były zakupy. Kocham zakupy, żądam niskich cen i Forever 21, Love Culture, Hollister, Express i peeeełno innych sklepów w Polsce <3 

4 dni szkoły zostały, mam finals, ale co tam. będą dobre 4 dni <3 w piatek moving up assembly i Senior Breakfast (niestety siedzę z tymi głupimi... echh.. ale będziemy mogli  sie przemieszczac po sniadaniu :), w sobote graduation (i próba o 8... :<), w niedzielę polska restauracja z rodzina i Andreą! <3 współczuję Amerykankom, że nie mogą mieć prawdziwych przyjaciół. Przynajmniej nie każdy.






5 komentarzy:

Ania pisze...

Matko kochana jakie zawirowania tam mają. Takie historie pamiętam z czasów podstawówki i nie myślałam, że dziewczyny w naszym wieku są do tego zdolne, no ale skoro Amerykanie tak lubią... :-) Co do kumplowania się z chłopakami - zawsze było to lepszą opcją niż przyjaźń z zawistnymi dziewczynami. Przynajmniej z mojego punktu widzenia.
Gdzie załatwiasz studia? Rozumiem, że w USA? Czyli dali Ci napisać tam maturę? <3

Eva Jasisz pisze...

Ktoś kiedyś powiedział, że Europejczycy są jak kokos, a Amerykanie jak brzoskwinie. Jak poznajesz europejczyka, to musisz "przedrzeć się przez twarde "opakowanie" ale po jakimś czasie będzie dotrzesz do soku. czyli tego, co w tym człowieku jest najlepsze, a czego wcześniej nie zauważałeś. Z Brzoskwiniami (w tej roli AMERYKANIE)JEST ZUpełnie odwrotnie :) najpierw poznajesz ich najlepsze cechy, są otwarci etc etc. ale jak przyjdzie co do czego, poznasz ich i dotrwasz do momentu prawdziwego poznawania ich natury, okaże się, że wcale nie jest tak kolorowo :) pestka. twarda pestka da o sobie znać :)) Tak mi jakoś przyszło do głowy jak napisałaś o tych ich problemach :) Postanowiłam się ujawnić :> czytam Cię od jakiegoś czasu (doczytywałam też starsze posty, tak, że znam Twoją cała historię :))) i wydawało mi się że to odpowiedni moment :)) pozdrawiam :) Eva.

mrshl pisze...

Na studia idę do Polski, ale tutaj będę zdawać GED - odpowiednik High school diploma -coś bardizej jak nasze świadectwa. Amerykanie zdają SAT/ACT, i to jest coś jak nasza matura. Ale coż, na uniwerku nie wiedzą, więc przyjmują z GEDem ;P

K8:) pisze...

A gdzie się wybierasz na studia w Polsce?? Ja też miałam zdawać GED, ale mi nie pozwolili, a tydzień temu okazało się, że mogę, ale teraz już jest za późno:(

halfanamerica.blogspot.com pisze...

Hej, to znowu ja ;D Mogłabyś mi jeszcze powiedzieć ile tam kosztuje życie? :D haha, tzn dużo wydajesz pieniędzy? Ile Ci rodzice wysyłają? No i co musisz sobie sama kupować ,a co Ci kupują host rodzice? Używasz tam karty kredytowej?
Pozdrawiam!

Free Hit Counter